Przejdź do głównej zawartości

O tym co było, co jest, a może i o tym co będzie

Tytułem wstępu zarysuję trochę teraźniejszości.

Siedzę właśnie dwudziesty czwarty dzień w Hajfie, lekko odpoczywam po trzytygodniowym pracowaniu nad genetycznymi podstawami chorób siatkówki, trochę też regeneruję organizm po ostatnich wypadach turystycznych. I właśnie do tego sprytnie zmierzam - będzie tu co nieco o moich przeróżnych okazjach, okazjach do zwiedzania, odkrywania i podróżowania. Od tych najmniejszych, najkrótszych, przez te umiarkowane, aż do najdłuższych i najdalszych.

Okazja czyni podróżnika.
Tak to się nazywać powinno w moim przypadku.

Nie podróżuję i chyba nigdy nie podróżowałam "ot tak", bo miałam ochotę. Zawsze jest to wynik pewnej okazji. Nie opiszę więc Wam który hotel wybrać na Sulwesi czy jakie zabytki warto zwiedzić w Pitesti i okolicach. Powiem Wam o tym, co widziałam, co mi się podobało, czego żałuję, a za co jestem wdzięczna losowi.
A raczej bardziej pokażę niż powiem, bo prościej od słów ostatnimi czasy idzie mi się otworzyć przez zdjęcia.

No dobrze, ale zakładając, że może wejdzie tu ktoś jeszcze oprócz kilku znajomych mi osób to chyba powinnam jakoś się przedstawić (nie lubię niczego, co jest związane z "powinnościami", ale uznajmy, że dlatego właśnie robię to pod koniec wpisu, żeby nie było to takie mainstreamowe).

Jestem Ola. grudzinska.
Status na dzień dzisiejszy: 25 lat, studentka medycyny na lubelskim Uniwersytecie Medycznym
Ale moje życie to szereg różnych innych aktywności. Przez 15 lat tańczyłam w Zespole Pieśni i Tańca "Lublin", aktualnie gram na skrzypcach w kapeli Zespołu Pieśni i Tańca "Jawor" UP.
A no właśnie - gram na skrzypcach, od tego też by było warto zacząć.
Gram indywidualnie, gram w kwartecie także (kryptoreklama: Kwartet Smyczkowy "Anima" )
Jestem malutką rodzyneczką w swojej rodzinie, mam 11 lat starszą siostrę i 13 lat starszego brata.
Kiedyś bawiłam się w pozowanie do zdjęć, aktualnie jakoś się to zatarło, ale pewnie będzie okazja do podzielenia się tutaj bywszymi pracami.
Teraz jakoś tak przede wszystkim jara mnie odkrywanie świata, może to ten wiek, może to ten czas, może to wspomniane wyżej okazje, które się mnożą.
Jesteśmy tu, gdzie jesteśmy i o tym właśnie tu będzie.






















Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Haifa moimi oczami

Już po tygodniu pobytu tutaj zaczęły do mojej głowy napływać przeróżne wnioski w kwestii tego, co tu obserwuję. Teraz mija sześć tygodni, a ja w zasadzie myśląc nad tym raz jeszcze, nie zmieniłam swojego zdania. Nadal uważam, że Haifa to cztery główne składowe: SCHODY KWIATY KABLE KOTY Nie pamiętam, czy już wcześniej wspominałam, że byłam wcześniej w Izraelu, osiem lat temu podczas tygodniowej wymiany szkolnej. Wówczas mieszkaliśmy w Rishon Le Zion, a odwiedziliśmy Tel Aviv, Jerozolimę, Masadę i Morze Martwe, więc jak na tydzień całkiem niezłe zapoznanie się z centralną częścią tego kraju. Zauroczyłam się wtedy Izraelem bez reszty, a nawet do tego stopnia, że zarekrutowałam się po maturze na hebraistykę (!). (Swoją drogą do dziś intryguje mnie niesamowicie ten język, a nie potrafię go w ogóle przyswoić). Osiem lat później okazało się, że mam możliwość wyboru kraju wymiany naukowej z IFMSA i tak oto się stało - wakacyjny Izrael jak znalazł! Niestety, przy rekrutacji...

Jerozolima w pojedynkę

Wraz z opuszczeniem kraju niebieskiej gwiazdy skończyła się moja wena twórcza do opisywania swoich przygód. Postanowiłam do tego powrócić w wolnych chwilach, niemniej już na wstępie biegnę Was uprzedzić i zniechęcić - jako, że nie jest to relacja "na gorąco", na dzień czy tydzień po wyjeździe to nie będzie ona tak płomienna i ognista jak poprzednie wpisy... no chyba, że się skutecznie wgryzę we wspomnienia i staną one jako żywa ściana wydarzeń przed mymi oczyma... spróbujmy! A wpis będzie o tym, jak to po ośmiu latach powróciłam do najbardziej fascynującego mnie osobiście miasta na świecie... w pojedynkę! Ale od początku... Osiem lat temu trafiłam do Jerozolimy, a w zasadzie ogólniej rzecz biorąc - do Izraela - razem z wymianą uczniowską w pierwszej klasie liceum. Całkiem niezłą miałam wtedy fazę na poznawanie kultury żydowskiej, zwłaszcza w moim pięknym, wielokulturowym niegdyś mieście - Lublinie. Chociaż przyznam szczerze, że gdy usłyszałam w liceum o wymiani...