Już po tygodniu pobytu tutaj zaczęły do mojej głowy napływać przeróżne wnioski w kwestii tego, co tu obserwuję. Teraz mija sześć tygodni, a ja w zasadzie myśląc nad tym raz jeszcze, nie zmieniłam swojego zdania. Nadal uważam, że Haifa to cztery główne składowe:









SCHODY
KWIATY
KABLE
KOTY
Nie pamiętam, czy już wcześniej wspominałam, że byłam wcześniej w Izraelu, osiem lat temu podczas tygodniowej wymiany szkolnej. Wówczas mieszkaliśmy w Rishon Le Zion, a odwiedziliśmy Tel Aviv, Jerozolimę, Masadę i Morze Martwe, więc jak na tydzień całkiem niezłe zapoznanie się z centralną częścią tego kraju. Zauroczyłam się wtedy Izraelem bez reszty, a nawet do tego stopnia, że zarekrutowałam się po maturze na hebraistykę (!). (Swoją drogą do dziś intryguje mnie niesamowicie ten język, a nie potrafię go w ogóle przyswoić). Osiem lat później okazało się, że mam możliwość wyboru kraju wymiany naukowej z IFMSA i tak oto się stało - wakacyjny Izrael jak znalazł! Niestety, przy rekrutacji na wymianę nie ma możliwości wyboru dokładnego miasta, do którego się będzie jechało. Bardzo chciałam zadekować się w Tel Avivie lub w Jerozolimie i tak czekałam na...wyrok, jakby to nie zabrzmiało. W międzyczasie jednym z bardziej realnych miejsc stało się też miasto Safed w okolicach Wzgórz Golan, czego z kolei trochę się przestraszyłam, ale o tym miejscu też będzie trochę w jednym z przyszłych wpisów. Były chwile niepewności, oczekiwanie, iii... Dostałam zaproszenie na praktykę w HAIFIE!
I nagle burza myśli... Hajfa, Hajfa... Gdzie to w ogóle jest?! Czy to to samo, co Jaffa, czy jest jeszcze jakieś miejsce z końcówką -fa? Co tam w ogóle jest ciekawego? Dobra dobra, atrakcje na bok... Jak się w ogóle tam dostać?! Czy tam w ogóle jest bezpiecznie?
I tak to się zaczęło.
- Trochę informacji rodem z wikipedii: jest to trzecie największe izraelskie miasto, umiejscowione na północy, znane głównie z najbardziej prężnego w tym kraju portu i dwóch światowej sławy uczelni - Uniwersytetu Hajfskiego i Technionu, czyli najprościej mówiąc - politechniki. Położone jest na Górze Karmel, tuż u brzegu Morza Śródziemnego - osobiście właśnie to położenie najbardziej mnie "kupiło", bo praktycznie z każdego miejsca jest przepiękny widok na nadmorską zatokę z bajecznego koloru wodą.
![]() |
| Wkradł się w kadr kawałek portu, a te góry w tle to już praktycznie Liban. |
![]() |
| Widok z Ogrodów Baha'i |
![]() |
| Ten biały, najwyższy budynek to mój wydział medyczny - Rappaport Medical Faculty of Technion |
- Jak się tu dostać? Zakładając, że nie mamy na miejscu samochodu to najprościej dostać się samolotem do Tel Avivu, a stamtąd pociągiem prosto z lotniska, aż do Hajfy - w zależności od miejsca, które nam bardziej pasuje do stacji Hof HaCarmel, Bat Galim (stacja przy wydziale medycznym), HaShmona Central Station, Lev HaMifratz, Hutzot HaMifratz, Kiryat Hayim i Kiryat Motzkin. Dokładnych cen nie pamiętam, ale pociąg z lotniska do Hajfy kosztuje mniej więcej 38 NIS (w jedną stronę). Kupuje się bilet w automacie, który tak, jak standardowo na stacjach metra - wprowadza się do bramki u wejścia na perony, które to bramki magicznie się rozsuwają wpuszczając nas na teren odjazdów. W samym pojeździe nikt mi biletów nie sprawdzał, jednak warto kawałek tej tekturki trzymać do samego końca, gdyż analogiczne bramki czekać nas mogą na stacji docelowej. Odległość Hajfy od Tel Avivu to ok.90km, podróż zajmuje więc mniej więcej półtorej godziny. Jeśli chodzi o stan pociągów - nie są złe, serio! Z zewnątrz bardzo zakurzone, ale wewnątrz klimatyzowane i z gniazdkami do prądu oraz toaletą. Niektóre są nawet piętrowe. Niestety ja, podróżnik z Bożej łaski z maaaasą ciężkich bagaży miałam problem, żeby gdzieś je umiejscowić, skazana więc byłam na przestanie większości podróży w przejściu między wagonami. W pociągach nie ma też niestety WiFi (przynajmniej w tych, w których jechałam), więc zadowalałam się chwilowymi dostawami internetu na każdym ze stopów po drodze, bo można było wtedy złapać trochę fal ze stacji kolejowych. Nie trzeba też panikować, że nie wiadomo która to stacja i gdzie wysiadać, bo kilka chwil przed zatrzymaniem przez głośniczek miły głos informuje nas w jaką stację właśnie wjeżdżamy (a jeśli się nie usłyszy, jak oczywiście ja to miałam w swojej przygodzie, można na spokojnie zapytać kogokolwiek z otaczających nas ludzi - są oni naprawdę pomocni i jeśli nie jedna, to druga albo trzecia osoba zaangażuje się w pomoc do dotarcia do upragnionego celu).
Warto pamiętać, że tak kolej, jak i reszta transportu publicznego w Izraelu NIE DZIAŁA w weekendy, tj.piątek i sobota. Jeśli planować wyjazd to w inne dni, żeby nie było problemu z dotarciem na miejsce.
No dobra, przyjechałam. Więc trzeba teraz ogarnąć temat pod tytułem -
Co by tu zobaczyć?
- Morze Śródziemne, a w zasadzie Zatokę Hajfską. Jak już wyżej wspomniałam praktycznie z każdego miejsca na wzgórzu można ją zobaczyć, ale czemu by nie przyjrzeć jej się z bliska? Są tu bulwary położone nad wodą, idealne na popołudniowy spacer przy powiewie morskiej bryzy, są też plaże, i bliżej portu, i trochę dalej. Plaże piaszczyste, w większości strzeżone przez ratowników. Jedynym większym zagrożeniem oprócz zbyt mocnego słońca w czasie letnim są pływające meduzy, chociaż osobiście w Hajfie ich nie widziałam, a zobaczyłam dopiero na plaży w Tel Avivie.
- Jak morze to i Port . Byłam w tej okolicy dopiero ostatniego dnia, i to w sobotę, czyli dzień weekendowy, więc niewiele zobaczyłam, ale kto wie czy nie można się tam dostać głębiej w dni powszednie.
- Dooobra, odczepmy się od Morza. Jest tu kilka ważnych religijnie miejsc, a najciekawszym z nich są Ogrody Baha'i. O nich także chciałabym zrobić osobny wpis, więc na szybko tylko krótkie info - jest to światowe centrum bahaizmu (religii monoteistycznej założonej w Persji w XIX wieku przez Bahá'u'lláha, podkreślającej duchową jedność całej ludzkości).
- Stella Maris. Od razu przyznam się bez bicia (moja autokorekta od razu napisała "bez PICIA", ale to by było zbyt okrutne), że nie byłam tam w środku. Odrobinę o tym, dlaczego tak się stało napisałam w tym poście KLIK. No to może za pokutę wezmę sobie napisanie odrobinę o tym, co to takiego. Jest to klasztor i bazylika karmelitów (Ha! Jak są na górze Karmel, no to karmelici, seems legit) zbudowany w I połowie XIXw. Poświęcony jest Najświętszej Marii Pannie Gwieździe Morza (łac. Stella Maris). Ale Góra Karmel to nie tylko karmelici, trzeba z nią kojarzyć także postać proroka Eliasza, który w wielu miejscach nieopodal tego wzniesienia jest do dziś wspominany. Jest tu jego grota (także miejsce do zwiedzania, w którym nie byłam), a kawałek drogi od Hajfy znajduje się El Muhraqa - góra, a na niej klasztor i kościół w miejscu wygranej walki proroka Eliasza z prorokiem Baalem. Może właśnie tutaj wkleję kilka zdjęć z tamtego miejsca, nie jest to co prawda Hajfa, aaaaale no wiecie.


- Kaplica Świętej Rodziny - CALUTKI WPIS o niej tutaj - KLIK
- Technion i Uniwersytet Hajfski - są to miejsca, w które teoretycznie niełatwo się dostać bez kogoś uprawnionego, ale bez paniki. Kampus Technionu, czyli najstarszej uczelni w kraju znajduje się w głębi Hajfy, jedynie wydział medyczny jest oddalony od całego kampusu o ok.7,5km w linii prostej i leży nad samym morzem. Jest to bardzo nowoczesny ośrodek nauki technicznej, kampus jest naprawdę uroczy i nowoczesny. Jeśli o Uniwersytet Hajfski chodzi to jest on dużo młodszy i zajmuje się głównie naukami humanistycznymi, ale nie tylko. Jego budynki położone są na najwyższym punkcie Góry Karmel, przez co stanowią najlepszy punkt widokowy na cały obszar wokół miasta.
A pod koniec, pseudo klamrą kompozycyjną wieńcząc, chciałabym Wam pokazać dlaczego Hajfa to koty, kwiaty, kable i schody. I dlaczego warto nie tylko skupiać się na "atrakcjach turystycznych", ale po prostu wyjść na spacer i upajać się oryginalnością każdego z zakątków tego miasta, bo naprawdę na każdym rogu można znaleźć coś intrygującego i niepowtarzalnego. Street art - jest. Widoki - są. Palmy - są. Urokliwe kamienne budyneczki - są. Wow, serio. Wszystko, czego Wam trzeba w tym mieście to wygodne buty do chodzenia i zapał do odkrywania, bo naprawdę jest potencjał.






![]() |
| Wejścia do mojego akademika strzegł taki groźny stwór |

![]() |
| KWIATY KWIATY KWIATY |
![]() |
| KABLE KABLE KABLE |
![]() |
| Kot na palmie to całkiem standardowy widok w tym mieście |
![]() |
| A na koniec zdjęcie najcudowniejszego śmietnika na świecie <3 |























































Komentarze
Prześlij komentarz